1

2

3

4

5

 

Sprowadzenie samochodu z USA

Ceny samochodów na rynku amerykańskim są na bardzo atrakcyjnym poziomie. Co ciekawe, dotyczy to nie tylko aut marek amerykańskich, ale także europejskich, które w Stanach Zjednoczonych często są dużo tańsze niż u nas. Dlatego sprowadzanie auta z Ameryki może okazać się bardzo opłacalne. Tym bardziej, że auta amerykańskich marek najczęściej oferowane są tylko na rodzimym rynku. Ich miłośnicy z Europy wręcz zmuszeni są takie auto sprowadzić. Zakup samochodu to jednak dopiero początek, czeka nas jeszcze wiele formalności i związanych z nimi opłat. Sprowadzenie auta najlepiej powierzyć profesjonalistom. Jest wiele firm, które zajmują się tym zagadnieniem. Niestety nie brakuje wśród nich oszustów, warto więc sprawdzić opinie o firmie, z której usług chcemy skorzystać. Pierwszy koszt to transport auta do Europy. Wynajmujemy kontener , w którym auto przypłynie do portu w Niemczech bądź Gdańsku. Koszt całej operacji to około 1000 dolarów. Następnie załatwiamy formalności w Urzędzie Celnym. Opłacamy cło, akcyzę, której wysokość uzależniona jest od pojemności silnika, oraz podatek VAT. Auto z Ameryki trzeba jeszcze dostosować do europejskich standardów. Wymiany będą wymagać światła zewnętrzne pojazdu. Problematyczna może być też elektryka. Potem zostają nam jeszcze badanie techniczne, rejestracja i możemy cieszyć się naszym nowym nabytkiem w pełni.

Popraw swoje umiejętności

Niemal każdy z nas przekonany jest o własnych umiejętnościach za kierownicą. Uważamy siebie za najlepszych kierowców. Niestety efektem często jest brawura, która w prostej linii prowadzi do tragicznych zdarzeń. Swoje umiejętności można jednak łatwo zweryfikować i, co ważniejsze, poprawić. Wystarczy skorzystać z oferty coraz popularniejszych w naszym kraju szkół doskonalenia jazdy. Bez problemu znajdziemy je w każdym większym mieście. Często firmują je swoimi nazwiskami znani kierowcy rajdowi i wyścigowi. Kursy zazwyczaj trwają jeden bądź dwa dni i obejmują zarówno zajęcia teoretyczne, jak i praktyczne. Możemy na nich nauczyć się wielu przydatnych umiejętności, na przykład opanowania auta, które wpadło w poślizg, czy też modnej ostatnio jazdy ekologicznej, tak zwanego „eco drivingu”. Szkolenia różnią się nie tylko tematyką, ale też stopniem zaawansowania, dostosowanym do umiejętności szkolonych kierowców. Warto poświęcić odrobinę swojego czasu i pieniędzy, by od profesjonalistów dowiedzieć się, co robimy źle i jak możemy to poprawić. Szkolenia niestety nie należą do tanich, ale możemy na nich tylko zyskać. Przede wszystkim, poprawiając umiejętności kierowców wpływają one na bezpieczeństwo na drogach. A bezpieczeństwo, jak powszechnie wiadomo, jest bezcenne. Po drugie sam udział i ukończenie takiego kursu da nam mnóstwo świetnej zabawy i satysfakcji.

Czy warto kupić „anglika”

W ogłoszeniach o sprzedaży używanych samochodów łatwo znaleźć auta sprowadzone z Anglii. Ich ceny pozornie mogą wydawać się atrakcyjne, jednak taki samochód może być źródłem wielu problemów. Mimo ostrzeżeń ze strony Unii Europejskiej, Polska długo wzbraniała się przed umożliwieniem rejestracji aut z kierownicą po prawej stronie. Odpowiednie przepisy mają być wprowadzone w drugim kwartale tego roku. Jednak dla własnej wygody lepiej zdecydować się na tak zwaną „przekładkę”. Niestety, nie zawsze jest to łatwe. Przełożyć trzeba nie tylko kierownicę i pedały. Często taka operacja wymaga wymiany całej deski rozdzielczej. Niektórzy producenci samochodów stosują uniwersalne przegrody grodziowe, umożliwiające bezproblemowy montaż elementów układu kierowniczego zarówno po lewej, jak i prawej stronie. Jeśli jednak w aucie, które chcemy zakupić, nie ma tego rozwiązania będziemy zmuszeni zakupić nową ścianę grodziową i zamontować ją w samochodzie. Taka operacja niestety wymaga sporej ingerencji w konstrukcję auta, musi być więc wykonana w pełni profesjonalnie. Co gorsze koszty mogą być wysokie i przeróbka może okazać się nieopłacalna. Kolejnym problemem może być elektryka, angielskie samochody często mają inną wiązkę elektryczną. Ingerencji będą wymagały też światła zewnętrzne i lusterka samochodu.

Krótka historia Formuły 1

Wyścigi Formuły 1 są bez wątpienia najpopularniejszym i najbardziej zaawansowanym sportem motorowym. Biorący udział w tych zawodach kierowcy należą do ścisłej światowej czołówki. Bolidy, którymi jeżdżą, zaawansowaniem technologicznym dorównują promom kosmicznym, a zespoły i sponsorzy obracają ogromnymi pieniędzmi. Pierwszy wyścig rozegrano w roku 1950 w Wielkiej Brytanii. Przez wiele lat wyścigi ulegały nieustannemu rozwojowi. Nazwiska wielu kierowców przeszły do historii, a ich dokonania do dnia dzisiejszego wzbudzają ogromny podziw. Niestety, wielu znakomitych kierowców oddało w wyścigach Formuły 1 swoje życie. Na początku lat osiemdziesiątych nastąpił chyba najniebezpieczniejszy okres w historii Formuły 1, tak zwana Era Turbo. Potężne turbodoładowane silniki bolidów osiągały niewyobrażalne wręcz moce, dochodzące do 1000KM. W Grand Prix San Marino w 1994 miał miejsce „czarny weekend”, który na zawsze odmienił Formułę 1. Mimo śmierci jednego z kierowców w kwalifikacjach, zdecydowano o rozegraniu wyścigu. Na samym początku w wypadku rannych zostało kilku kibiców, ale wyścig kontynuowano. Wtedy doszło do kolejnego wypadku, który skończył się śmiercią jednej z największych wyścigowych legend, Ayrtona Senny. Wówczas zaczęto stawiać coraz większy nacisk na bezpieczeństwo. Od pamiętnego weekendu nie zginął żaden kierowca.

Jakie są rodzaje napędu

Producenci samochodów proponują trzy rodzaje napędu: na przednie, tylne bądź wszystkie koła. Każdy z nich ma swoje wady i zalety. Najpopularniejszy i najczęściej spotykany jest napęd kół przednich. Dla producentów jest on najłatwiejszy w opracowaniu i produkcji. Dla przeciętnego użytkownika w codziennej jeździe jest zupełnie wystarczający. Problemy mogą się pojawić przy jeździe bardziej sportowej. Nie od dziś wiadomo, że napędzane przednie koła nie radzą sobie z samochodami o dużej mocy, pojawiają się problemy z przyczepnością oraz prowadzeniem auta w zakrętach. Napęd tylny jest trudniejszy w opanowaniu dla zwykłych użytkowników. Auta tylnonapędowe mają tendencje do nadsterowności, czyli wyprzedzania przodu auta przez jego tył. Łatwo takim samochodem wpaść w poślizg. Jednak w jeździe szybkiej nadsterowność jest widziana milej niż podsterowność, cechująca auta przednionapędowe. Dlatego napęd na tył znajdziemy w większości aut sportowych. Napęd na cztery koła spotkamy nie tylko w autach terenowych, coraz częściej to rozwiązanie trafia do zwykłych samochodów osobowych. Wyposażone w taki napęd auta doskonale się prowadzą oraz dobrze radzą sobie na śliskich nawierzchniach. Niestety, takie rozwiązanie jest drogie w produkcji i utrzymaniu, przez co auta z napędem wszystkich kół są droższe od tych z napędem przednim czy tylnym.

Stereotypy dotyczące samochodów

Stereotypy dotykają każdego i wszystkiego. Znane są również w motoryzacji i dotyczą głównie kraju, w jakim produkowane są samochody. Wystarczy wspomnieć znane przysłowie, według którego nie należy kupować samochodów na „f”. Bo podobno francuskie są awaryjne i rozsypują się na kawałki. Japońskie i niemieckie są porządne, ale projektowane i produkowane przez roboty, więc same są bezdusznymi maszynami i nie wzbudzają w ludziach żadnych emocji. Emocje wzbudzają za to samochody produkowane we Włoszech. Nie tylko ze względu na fakt, że są piękne. Bo włoskie są jeszcze bardziej awaryjne niż francuskie, więc wymagają od swoich właścicieli mnóstwo cierpliwości. Więcej czasu spędzają na lawetach i w warsztatach, niż na drogach. W dodatku są kiepsko wykonane. Kiepskie wykonanie jest też zmorą samochodów amerykańskich. To, co w Ameryce uważają za dobrej jakości plastik, u nas jest tandetą. Do tego amerykańskie samochody są wielkie i paliwożerne a rozwiązania wykorzystywane przy ich projektowaniu uchodzą za archaiczne. Jakby tego było mało, amerykańskie potrafią jeździć tylko po prostej, zakręty to dla nich pojęcie obce. Takie stereotypowe myślenie o samochodach istnieje od lat. W tym czasie pojawiło się całe mnóstwo modeli burzących te mity i przeczących stereotypom. Ale z nimi tak łatwo wygrać nie można.

Chińskie samochody podbiją świat

Jeszcze kilka la temu chińska motoryzacja nie istniała. To, co Chińczycy nazywali samochodami, przypominało bardziej zabudowane motorowery. Jednak ewolucja, jaką przeszły samochody z Chin, odbyła się w zawrotnym tempie. Azjaci szybko doszli do wniosku, że skoro potrafią podrabiać zachodnie ubrania i elektronikę, to z samochodami też sobie poradzą. Wkrótce świat mógł zobaczyć cały szereg chińskich samochodzików będących mniej luba bardziej udanymi kopiami aut z Europy, Japonii i Stanów Zjednoczonych. Sprzeciwy i pozwy producentów o plagiat były nieskuteczne, Chińczycy zawsze potrafili udowodnić, że ich produkty nie są podobne do oryginałów, chociaż reszta świata nie miała wątpliwości. Szybko jednak chińscy producenci znaleźli sposób na ulepszenie swoich samochodów. Zaczęli wykupywać od zachodniej konkurencji licencje na samochody, których produkcja w Europie czy Japonii już dobiegła końca. Teraz tamtejsze samochody są azjatyckimi wersjami aut, którymi jeszcze kilka lat temu jeździliśmy my. W dalszym jednak ciągu odstają one od konkurencji. Jakość wykonania pozostawia wiele do życzenia, a pojęcie bezpieczeństwa jest Chińczykom obce. Dotychczasowe próby wprowadzenia ich wyrobów do Europy nie dały efektu mimo niskich cen. Jednak jeśli zmiany w chińskiej motoryzacji będą dalej tak galopować, już za parę lat wszyscy będziemy jeździli samochodami z Chin.

Magia klasycznych samochodów

Stare, ale jare. W przypadku zabytkowych pojazdów to znane powiedzenie jest bardzo trafne. Klasyczne samochody i motocykle wzbudzają emocje wszędzie tam, gdzie się pojawiają. Całe szczęście ich właściciele nie chowają swoich cudeniek w garażach. Regularnie organizowane są zloty i rajdy zabytkowych pojazdów, dzięki czemu każdy miłośnik motoryzacji może cieszyć swoje oczy ich widokiem. Starsi ludzie z rozrzewnieniem wspominają czasy swojej młodości, kiedy widywali je na ulicach niemal codziennie. Młodsi podziwiają rozwiązania, które wówczas uważano za szczyt techniki, a dziś uchodzą za archaiczne. Właścicieli zabytków łączy pasja i miłość do swoich maszyn. Samochody sprzed lat mają w sobie coś, czego w tych dzisiejszych nie doświadczymy. Niektórzy nazywają to duszą. Każdy z nich ma swoją historię. Wiele z nich przez długie lata niszczało w zapomnieniu w szopach albo na podwórkach, dopóki nie znalazł się ktoś, kto postanowił przywrócić im dawną świetność. Wbrew pozorom, aby zostać właścicielem klasyka nie trzeba być milionerem. Oczywiście, najrzadsze i najbardziej pożądane samochody osiągają na aukcjach astronomiczne kwoty, jednak już za kilkanaście tysięcy złotych można nabyć jakieś popularne zabytkowe auto w niezłym stanie. Trzeba tylko uważać, bo właściciele i miłośnicy klasyków zgodnie przyznają, że to wciąga jak narkotyk.

Amerykańska motoryzacja się zmienia

Europejczycy śmieją się z Amerykanów, że u nich wszystko musi być większe niż u nas. Dotyczyło to również samochodów. Amerykańska motoryzacja kojarzy nam się głównie z ogromnymi półciężarówkami, napędzanymi potężnymi silnikami zużywającymi hektolitry benzyny. W kraju, gdzie litr paliwa kosztował mniej niż butelka napoju gazowanego, jego duże zużycie nikogo nie martwiło. Sytuacja zmieniła się wraz z nadejściem światowego kryzysu ekonomicznego. Ceny benzyny drastycznie poszybowały w górę. Swoje trzy gorsze dołożyli też ekolodzy, zdaniem których duże spalanie negatywnie wpływa na zanieczyszczenie środowiska naturalnego. W Stanach Zjednoczonych to nic nowego, z podobnymi problemami Ameryka borykała się w czasie kryzysu paliwowego w latach siedemdziesiątych. Wówczas lekarstwem miało być zmniejszenie silników montowanych w amerykańskich samochodach. W wielkich limuzynach, terenówkach i sportowych maszynach producenci zaczęli instalować cherlawe motory, które nie radziły sobie z ciężkimi samochodami. Taki stan rzeczy nie mógł trwać długo i zaraz po zażeganiu kryzysu Amerykanie wrócili do ukochanych potężnych silników. Rozwiązaniem obecnej złej sytuacji okazały się samochody hybrydowe, które Amerykanie szybko pokochali. Coraz większą popularność zdobywają też niewielkie, ekonomiczne samochody.

Samochody hybrydowe i elektryczne

Hybrydowe i elektryczne samochody mają ponoć stać się przyszłością motoryzacji. Zapotrzebowanie na tego typu rozwiązania wynika z niepewnej sytuacji na rynku ropy naftowej oraz coraz głośniejszych głosów ekologów, walczących o zmniejszenie zanieczyszczenia środowiska. Pierwszy masowo produkowany samochód hybrydowy powstał w roku 1997, dając początek nowej modzie. Na punkcie hybryd oszaleli zwłaszcza Amerykanie. Niestety pierwsze samochody tego typu nie były zbyt udane a ich ceny były horrendalne. Jeszcze gorzej rzecz ma się z samochodami elektrycznymi. Największym ich problemem jest ograniczony zasięg elektrycznych silniczków. Sieci pozwalające na ich szybkie ładowanie powstają w centrach dużych miast na całym świecie, jednak nadal należą do rzadkości. Ponadto autka te wyglądem bardziej przypominają zabudowane wózki golfowe niż pełnoprawne samochody, a kosztują tyle, co średniej klasy limuzyna. Układy hybrydowe przez ostanie lata przeszły prawdziwą rewolucję. Znalazły swoje miejsce w motosporcie, w tym w najbardziej zaawansowanych i prestiżowych wyścigach na świecie, Formule 1. Od kilku lat z powodzeniem montuje się je w samochodach niczym nie różniących się od tych zwykłych, napędzanych benzyną czy olejem napędowym, w tym w naprawdę luksusowych limuzynach i terenówkach. Już wkrótce na ulice wyjadą pierwsze sportowe supersamochody hybrydowe.