Amerykańska motoryzacja się zmienia

Europejczycy śmieją się z Amerykanów, że u nich wszystko musi być większe niż u nas. Dotyczyło to również samochodów. Amerykańska motoryzacja kojarzy nam się głównie z ogromnymi półciężarówkami, napędzanymi potężnymi silnikami zużywającymi hektolitry benzyny. W kraju, gdzie litr paliwa kosztował mniej niż butelka napoju gazowanego, jego duże zużycie nikogo nie martwiło. Sytuacja zmieniła się wraz z nadejściem światowego kryzysu ekonomicznego. Ceny benzyny drastycznie poszybowały w górę. Swoje trzy gorsze dołożyli też ekolodzy, zdaniem których duże spalanie negatywnie wpływa na zanieczyszczenie środowiska naturalnego. W Stanach Zjednoczonych to nic nowego, z podobnymi problemami Ameryka borykała się w czasie kryzysu paliwowego w latach siedemdziesiątych. Wówczas lekarstwem miało być zmniejszenie silników montowanych w amerykańskich samochodach. W wielkich limuzynach, terenówkach i sportowych maszynach producenci zaczęli instalować cherlawe motory, które nie radziły sobie z ciężkimi samochodami. Taki stan rzeczy nie mógł trwać długo i zaraz po zażeganiu kryzysu Amerykanie wrócili do ukochanych potężnych silników. Rozwiązaniem obecnej złej sytuacji okazały się samochody hybrydowe, które Amerykanie szybko pokochali. Coraz większą popularność zdobywają też niewielkie, ekonomiczne samochody.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.